Poczatki Polskiej reprezentacji

Oficjalny mecz

FIFA przypomina, czego w zasadzie podkreślać nie trzeba, że na meczu oficjlanym winny być flagi krajów rywali, stosownych konfederacji kontynentalnych, a także flaga FIFA. Nie ma słowa o narodowości sędziego (jedynie „zaleca się” neutralność); nie ma wzmianki o składach silnych czy słabych, bo klucz problemu tkwi w żółtym formularzu, który stosownymi podpisami muszą uwiarygodnić uprawomocnieni szefowie obu rywali. Mówiąc inaczej — jeśli PZPN wolą kierownika ekipy podpisał się na „żółtym raporcie”, uznał spotkanie za oficjalne! Takie przypadki miały miejsce wielokroć, co sprawdzić można choćby w archiwach FIFA. Wyliczam je w wykazie meczów na stronie 175. Mało ważne dla światowej dokumentacji jest to, co myślą władze krajowej federacji po podpisaniu dokumentu — jest on jedynym formalnym wymogiem uznania gry za oficjalną, stosowanym w praktyce ponad 40 lat. Na podstawie nadesłanych formularzy FIFA notyfikuje mecze i publikuje co pewien czas ich wykaz.

regulaminy FIFA

Zainteresowanych szczegółami odsyłam do regulaminów FIFA i roczników „FIFA News”. Podczas spotkania w „PS” postanowiono uznać „wszystkie mecze w latach 1921—1939 za oficjalne, momo iż nie wszystkie odpowiadały przyjętym zasadom, ale ze względu na ówczesne warunki rozgrywania spotkań (jakie warunki ? – AG) akceptowane były przez tamtejsze federacje, np. kilka spotkań polskiej drużyny w składzie nie najsilniejszym lub odwrotnie”. Nie można przyjąć takiej argumentacji. Jak mogła akceptować mecz federacja, której nie ma (Wielka Brytania), co jest tylko formalnym żartem. Nator oczywistą prawdą jest fakt, że federacje Czechosłicji, Austrii i Węgier już w „ówczesnych warunkach uznawały gier amatorskich zespołów za oficjalne! Szersze wyjaśnianie doprawdy nie ma sensu. Trudne do zrozumienia dla współczesnego kibii tak zwane „dwumecze”, czyli dwie gry oficjał zespołów narodowych w tym samym dniu, z dw rywalami.

na boisku rywala…

Skoro jednak, w zgodzie z zasadami FIFA  zainteresowane „dwumeczami” federacje stać by swoiste dezawuowanie wartości narodowej dru; w sensie dosłownym — rozmienianie jej znaczeń drobne, to wypada to zaakceptować. Wśród „zasad” ustalonych na spotkaniu w „PS’ także wymóg przynależności do FIFA. Czy obecność na spotkaniu zdawali sobie sprawę z daty przyjęcia F do FIFA? Zgodnie z tym warunkiem należałob; rzucić z kronik kilka pierwszych spotkań, co tr sobie wyrazić. Opierając się na wymienionych tu, a także na nach 53—54 oraz 175, przesłankach, z polskiego r ru oficjalnych meczów kategorii „A”, należy usuń spotkań, zaś dodatkowo wprowadzić osiem, do tej jednostronnie traktowanych przez stronę polsl nieoficjalne, mimo spełnienia stosownych wymc Rejestr ten liczy dziś 490 gier, które zgodnie z mi narodowymi kryteriami wolno i należy traktować „fuli international”.Nie rozstrzygnięta jest k\ dwóch spotkań z Haiti (1974), na boisku rywala, st nych przez młodzieżową drużynę Polski.

Początki Polskiego Związeku Piłki Nożnej

Rozpocząć wypada od przypomnienia podstawowych faktów. Dopiero odzyskanie niepodległości w 1918 roku dało impuls do powstania narodowych związków sportowych, ale przeszło rok trwały działania nim w Warszawie, w czasie dwudniowej sesji delegatów, powołano w dniach 20—21 grudnia 1919 roku Polski Związek Piłki Nożnej. Pomijam tu inne organizacje, skupiające wcześniej nasze kluby w granicach państw zaborczych, nawet noszące w tytule „polskie”. Pierwsze władze piłkarskie borykały się z tysiącem kłopotów, o jakich dziś, w czasach nazywanych kryzysem, nie śni się najbardziej zdesperowanym działaczom czy publicystom. Budowano sport od podstaw, po raz pierwszy w wolnym kraju, po tylu latach niewoli. Jak łatwo, wobec tych najprawdziwszych pionierów polskiego futbolu, zapomnieliśmy o ich dziele, w powodzi koniunkturalnych okazji… I choć niektóre działania organizacyjne mają prawo śmieszyć nas dziś, współczesnych, pamiętajmy,  iż ten dawny futbol rodził się niemal z niczego.

gmach polskiego piłkarstwa

Następcy, po latach, już tylko odbudowywali gmach polskiego piłkarstwa, choć bardzo starali się, aby nazywać ich budowniczymi. Na wschodniej granicy trwały jeszcze działania wojenne, śmiertelny bój z bolszewicką nawałą. Zniszczenie kraju było niewyobrażalne. Ludzie, nawet najbardziej życzliwi i skorzy do sportowego działania, mieli na głowie tysiące innych, ważniejszych problemów decydujących o przetrwaniu, o egzystencji narodu. PZPN w 1920 roku liczył ledwie 36 klubów i 385 graczy, a więc tylu, ilu dziś winno być w każdym organizmie klubowym. A jednak porwano się na organizację I Mistrzostw Polski w 1920, choć dopiero z początkiem 1921 roku można było wrócić poważnie do „najmniej ważnej z najważniejszych spraw tego świata”, czyli do kopania piłki. Przy tej okazji proszę, aby pamiętać i nie poprawiać historii — nie wolno oznaczać mistrzostw kraju w 1921 roku numerem jeden.

‘rozegranie zawodów między drużynami’

Premierowa edycja rozpoczęła się wiosną 1920 i tylko ze względu na działania wojenne na wschodzie, pamiętną „wojnę bolszewicką”, nie została dokończona. Po „cudzie nad Wisłą” w sierpniu 1920 — w tempie doprawdy imponującym doszło do wznowienia rozgrywek mistrzowskich, a także do nieporadnych, chwilami żałośnie rozpaczliwych — jeśli patrzeć na to z dzisiejszej perspektywy —  ale w końcu skutecznych prób zorganizowania meczu międzypaństwowego.

„Wielu sportowców nie zdaje sobie może sprawy, jak trudną jest rzeczą, zwłaszcza dla tak młodego związku jakim jest PZPN, skłonić inny związek do rozegrania zawodów między drużynami reprezentatywnemi”— pisał „Przegląd Sportowy”.

Przegląd Sportowy

Szukano na każdym, także sportowym polu, potwierdzenia narodowych szans i możliwości pokazania się i przypomnienia światu po latach niewoli. Tak bardzo potrzebny był społeczeństwu zastrzyk wiary i nadziei, a intensywne zabiegi o wyjście na międzynarodową arenę były, dla mnie przynajmniej, działaniem po prostu chwalebnie patriotycznym. Ale, bez dyskusji, także instrumentem politycznym. Na wschodniej i zachodniej granicy nie mieliśmy sąsiadów, z którymi stosunki byłyby choćby obojętne. Na południu też trwały ciągłe swary — „Przegląd Sportowy” w końcu 1921 roku poświęcił swe łamy dla hasła „Żądamy Jaworzyny”, krytykując polsko-czeskie porozumienie rządowe. Polska nie istniała więc w próżni, a piłka nożna, wbrew opisywaczom jej dziejów, nie była wolna od wielkiej polityki. Nie przypadkiem na meczach futbolowych pojawiali się politycy, jak w końcu maja 1921 w Parku Sobieskiego w Warszawie.

Cracovia

Potyczce stołecznej Polonii z Cracovią przyglądał się sam Naczelnik Piłsudski, a po grze złożył gratulacje uczestnikom i trenerom, którymi byli jeszcze obcokrajowcy. Trzeba to przypomnieć, jeśli pragnie się zrozumieć intencje i zabiegi ówczesnego Zarządu PZPN. Skoro z sąsiadami nie siadano do wspólnego stołu, a tym bardziej nie próbowano kopać razem piłki, skierowano wzrok nieco dalej. Ciekawe, że to spojrzenie wcale nie padło zrazu na Węgry, które okazać się miały naszym pierwszym rywalem. Przypomniano sobie o aliansach z Francuzami i o Szwedach, sąsiadach przez Bałtyk. Potem zwrócono uwagę na łaskawość dla pierwszych prób tworzenia polskich organizacji piłkarskich ze strony cesarskiego, wiedeńskiego centrum, gdzie zwłaszcza działacze Krakowa i Lwowa mieli znakomite stosunki. Informacje o austriackim sporcie dominowały w naszej prasie. Tam szukano wzorów, tam — z różnych powodów — znajdowano w przeszłości sprzymierzeńców.

Pierwszy kapitan pierwszej reprezentacji Polski

Ale choć w 1920 roku, podczas wizyty Cracovii w Wiedniu (piękny remis 4:4 z Admirą i tylko 1:3 z WAF), prezes austriackiego „fussball-bundu” publicznie obiecał przyjazd swej reprezentacji na oficjalny mecz do Polski, ustalono nawet termin i miejsce — 3 lipca 1921 w Krakowie, rychło „cofnął swą decyzję na jakieś dwa miesiące przed tym terminem, a na listy PZPN, domagające się dotrzymania słowa nie raczył nawet odpowiedzieć, czem dowiódł również, że mu na utrzymaniu stosunków z Polską nie zależy”. Zapewne tak właśnie było. Pisał te słowa Tadeusz Synowiec, pierwszy kapitan pierwszej reprezentacji na kilka tygodni przed jej pierwszą grą, naonczas redaktor odpowiedzialny „Przeglądu Sportowego”. Sugerował, aby „zwrócić swe działania w kierunku czeskim, gdzie szczególnie sport piłki nożnej stanął na tak wysokim poziomie, że można go uznać śmiało za najlepszy na kontynencie”. Ba, ale spory polityków o granice i Jaworzynę…Trzeba przyznać, że dla ewentualnych kontrahentów nie byliśmy atrakcyjnym partnerem, już wówczas futbolowym rynku.