FIFA przypomina, czego w zasadzie podkreślać nie trzeba, że na meczu oficjlanym winny być flagi krajów rywali, stosownych konfederacji kontynentalnych, a także flaga FIFA. Nie ma słowa o narodowości sędziego (jedynie „zaleca się” neutralność); nie ma wzmianki o składach silnych czy słabych, bo klucz problemu tkwi w żółtym formularzu, który stosownymi podpisami muszą uwiarygodnić uprawomocnieni szefowie obu rywali. Mówiąc inaczej — jeśli PZPN wolą kierownika ekipy podpisał się na „żółtym raporcie”, uznał spotkanie za oficjalne! Takie przypadki miały miejsce wielokroć, co sprawdzić można choćby w archiwach FIFA. Wyliczam je w wykazie meczów na stronie 175. Mało ważne dla światowej dokumentacji jest to, co myślą władze krajowej federacji po podpisaniu dokumentu — jest on jedynym formalnym wymogiem uznania gry za oficjalną, stosowanym w praktyce ponad 40 lat. Na podstawie nadesłanych formularzy FIFA notyfikuje mecze i publikuje co pewien czas ich wykaz.
Rozpocząć wypada od przypomnienia podstawowych faktów. Dopiero odzyskanie niepodległości w 1918 roku dało impuls do powstania narodowych związków sportowych, ale przeszło rok trwały działania nim w Warszawie, w czasie dwudniowej sesji delegatów, powołano w dniach 20—21 grudnia 1919 roku Polski Związek Piłki Nożnej. Pomijam tu inne organizacje, skupiające wcześniej nasze kluby w granicach państw zaborczych, nawet noszące w tytule „polskie”. Pierwsze władze piłkarskie borykały się z tysiącem kłopotów, o jakich dziś, w czasach nazywanych kryzysem, nie śni się najbardziej zdesperowanym działaczom czy publicystom. Budowano sport od podstaw, po raz pierwszy w wolnym kraju, po tylu latach niewoli. Jak łatwo, wobec tych najprawdziwszych pionierów polskiego futbolu, zapomnieliśmy o ich dziele, w powodzi koniunkturalnych okazji… I choć niektóre działania organizacyjne mają prawo śmieszyć nas dziś, współczesnych, pamiętajmy, iż ten dawny futbol rodził się niemal z niczego.
Następcy, po latach, już tylko odbudowywali gmach polskiego piłkarstwa, choć bardzo starali się, aby nazywać ich budowniczymi. Na wschodniej granicy trwały jeszcze działania wojenne, śmiertelny bój z bolszewicką nawałą. Zniszczenie kraju było niewyobrażalne. Ludzie, nawet najbardziej życzliwi i skorzy do sportowego działania, mieli na głowie tysiące innych, ważniejszych problemów decydujących o przetrwaniu, o egzystencji narodu. PZPN w 1920 roku liczył ledwie 36 klubów i 385 graczy, a więc tylu, ilu dziś winno być w każdym organizmie klubowym. A jednak porwano się na organizację I Mistrzostw Polski w 1920, choć dopiero z początkiem 1921 roku można było wrócić poważnie do „najmniej ważnej z najważniejszych spraw tego świata”, czyli do kopania piłki. Przy tej okazji proszę, aby pamiętać i nie poprawiać historii — nie wolno oznaczać mistrzostw kraju w 1921 roku numerem jeden.
Premierowa edycja rozpoczęła się wiosną 1920 i tylko ze względu na działania wojenne na wschodzie, pamiętną „wojnę bolszewicką”, nie została dokończona. Po „cudzie nad Wisłą” w sierpniu 1920 — w tempie doprawdy imponującym doszło do wznowienia rozgrywek mistrzowskich, a także do nieporadnych, chwilami żałośnie rozpaczliwych — jeśli patrzeć na to z dzisiejszej perspektywy — ale w końcu skutecznych prób zorganizowania meczu międzypaństwowego.
„Wielu sportowców nie zdaje sobie może sprawy, jak trudną jest rzeczą, zwłaszcza dla tak młodego związku jakim jest PZPN, skłonić inny związek do rozegrania zawodów między drużynami reprezentatywnemi”— pisał „Przegląd Sportowy”.